Pamiętam mecz Górnika Zabrze z AS Roma (1970), gdzie o awansie zdecydowała „rzucona
moneta”. Kibicowałem Lubańskiemu i Szołtysikowi. Potem tamten klub mnie już nie
interesował. Aż do wczoraj, gdy zobaczyłem stadion Górnika Zabrze podczas meczu z
Fenerbahce. Było zdumiewająco. I nie o grę chodziło, bo 1:1 nie dało awansu. Zadziwiła
mnie ilość smogowego dymu wyprodukowanego przez setki zapalonych dymnych rac,
którymi kibice „wyłączyli stadion” na kilkanaście minut, bo sędzia przerwał mecz. Telewizja
zrobiła spektakularne ujęcia zachodu słońca przy „wulkanicznym kraterze”, a tysiące kibiców tych młodych i tych starych – inhalowało się smogiem. Nie mam wątpliwości, że stężanie
pyłów PM10 i PM 2,5 chwilami musiało sięgnąć kosmosu. Ciekawe czy odnotowały to
lokalne stacje pomiaru? Producenci rac zapewniają, że dym z rac nie jest szkodliwy. Trudno
w to uwierzyć. Wszak (jak z ogniska czy kominka) cząstki stałe, te „atrakcyjne” dymy i
kolory, zatrzymują się w płucach, a drobiny chemiczne m.in. tlenków azotu i siarki
przechodzą do krwi. Profesor Tadeusz Zielonka mówi, że w szpitalach – kilka godzin po
przekroczeniu smogowych norm WHO, nawet jednorazowym – gwałtownie wzrasta liczba
notowanych zawałów serca i udarów mózgu. Smog, same kłopoty i jeszcze przegrana
sportowa rywalizacja! Dobrze, że senior Włodzimierz Lubański mieszka w Belgii i chyba na
meczu nie był. Na szczęście.
