Łyżka miodu z nutką goryczy

Zacznę od goryczy. 500 metrów od naszego mieszkania na ul Strzelniczej jest sklep. Idę po śmietankę do truskawek.

Niby miasto, a po drodze mijam prawdziwe kobierce kwitnących stokrotek, babki lancetowatej, rumianków i mniszków, krzewów z białymi i fioletowymi kwiatami (nazw nie znam). Oszacowałem, że na tym dystansie jest co najmniej 5 000 kwiatów. Wszystkie z nektarem i pyłkiem. Zdumiewające, że na 5 000 kwiatów nie widzę motyli, trzmieli i pszczół. Owadzia pustynia mimo, że kilometr dalej zaczynają się dzikie łąki poligonu NATO. Smutne.
A teraz łyżka miodu. W 2015 roku zawiesiłem w sadzie sąsiada Pana Antoniego hotelik dla owadów. Przez 5 lat był niezamieszkały. Dzisiaj sfotografowałem 2 pszczoły samotnice …chyba murarki. Hurrrrrra – niech żyje bioróżnorodność! Bez pszczół i innych zapylaczy nie będzie 90 % owoców i warzyw …w tym tak lubianych przeze mnie truskawek. Mirek

{galeria}ekorozmaitosci/pszczoly{/galeria}