Dzień Ziemi świętujemy po raz 50-ty!

50 lat temu, 22 kwietnia 1970 roku dwadzieścia milionów Amerykanów (głównie studentów, uczniów i nauczycieli oraz młodych pracowników biur i urzędów) wyszło na ulice miast i miasteczek USA, by wspólnie protestować w obronie Ziemi!

Nie akceptowali narastającego zatrucia powietrza, wody i gleby, setek tysięcy ton śmieci wyrzucanych do rzek  i mórz, milionów hektarów wycinanych lasów tropikalnych, coraz bardziej widocznego zaniku bioróżnorodności.  Już po kilku latach (w Polsce niestety aż po 20!) do Amerykanów dołączyli nowocześnie myślący Europejczycy, mieszkańcy Azji, Afryki, Ameryki Południowej. Dzień Ziemi stał się tradycją. Niestety z każdym rokiem wydłużała się lista powodów dla których organizowane były manifestacje proekologicznych środowisk. Ostatnio dominował alarm przed klimatyczną katastrofą globalnego ocieplenia i dramatyczną jakością zasmogowanego (nie tylko zimą) powietrza. Zapewne i pandemia koronawirusa wpisze się w temat, bo nasza biologiczna odporność na czynniki chorobotwórcze zależy m.in. od poziomu toksyn którymi oddychamy, które pijemy i jemy w codziennych posiłkach, poziomu codziennego stresu, i ilości mikrocząstek plastiku, które kumulujemy się w naszych organizmach.  

Dobrze by było, aby politycy, ekonomiści, „możni tego świata” i zwykli jego obywatele wreszcie zrozumieli, że Ziemia nie została nam powierzona jako ogród. Choć jesteśmy w stanie bardzo mocno zdewastować obecne ekosystemy, a wiele z nich unicestwić, Ziemia bez nas ludzi sobie poradzi, odtworzy równowagę środowisk w nowy sposób. Szkoda tylko, że bez Homo sapiens, który coraz mniej okazuje się rozumny.

Puki co, z okazji Dnia Ziemi warto ulżyć „staruszce” i zakręcić kapiący kran, wyłączyć zbędne oświetlenie i telewizor (jeśli go nikt nie ogląda), a na upragniony (w trakcie epidemii) spacer do lasu czy nad rzekę wziąć jedną  plastikową reklamówkę i jedną gumową rękawiczkę aby zebrać porzucone przez leniwych spacerowiczów i zwykłych chuliganów szklane butelki, aluminiowe puszki czy kartony po napojach. A może na balkonie zasiać miododajne rośliny dla radość ostatnio coraz mniej licznych motyli i błonkówek?

Dobrze, że w tym roku w wielkanocnych koszykach było mniej chronionych widłaków i mchów. Zakaz wychodzenia z domów i wchodzenia do lasów służył ochronie bioróżnorodności.